Drzwi katedry otwarły się na oścież, a światło słoneczne rozlało się po marmurowych schodach niczym płynne złoto. Zamrugałam rażona jego blaskiem, moja dłoń spoczywała pewnie w dłoni Theo, gdy wyłanialiśmy się ze świętego półmroku na oczekujący nas świat. Wiwaty wybuchły, zanim moje oczy zdołały się w pełni przystosować – radosny grzmot świętowania, który przetoczył się przez tłum zgromadzony wzdł






