– Wsadź sobie tę swoją troskę w dupę. – Wyciągam rękę i chwytam ją za gardło. Wzdryga się, a jej ciało nieruchomieje w moim uścisku. Puszczam ją. Nie chcę jej straszyć.
Przecieram dłonią twarz, próbując powstrzymać buzującą we mnie frustrację. – Przyjechałem tu upewnić się, że nic ci nie jest, Sloane – mówię cichym, lecz napiętym głosem. – Odchodziłem od zmysłów ze zmartwienia, a jedyne, co robisz






