Ale tutaj... Nikt nie powinien wiedzieć, że Steven tu jest.
– Stevie. – Otworzyłam drzwi. To był ten głuchy wujek. Przekazał mi w języku migowym i z nieco niestandardową wymową, że to Stevie wrócił.
Spojrzałam na niego z zaskoczeniem, a potem zeszłam na dół.
Stevie, odesłany do kliniki przez Ziona, musiał być już poza niebezpieczeństwem.
– Pies ma w sobie dużo życia. Zupełnie jak jego właściciel.






