Jutrzejszy dzień na pewno okaże się pułapką zastawioną przez Martina.
Czujnie patrzyłam, jak odjeżdżają, po czym odwróciłam się, by spojrzeć na sięgające od podłogi do sufitu okna na pierwszym piętrze. Stevena już tam nie było.
Kiedy się odwróciłam, stał tuż za mną.
– Musisz teraz na siebie uważać – przypomniałam cicho Stevenowi.
Objął mnie od tyłu i mruknął w odpowiedzi: – W porządku.
Zion powied






