Zion nie godził się na to, by tragedia miała się powtórzyć. Nie mylił się, chcąc schwytać mordercę i uratować ofiary.
Zion zacisnął pięści i uderzył w ścianę. Zamierzałam podejść, żeby go pocieszyć, kiedy nagle odwrócił się i chwycił mnie za nadgarstek. Powiedział: – Chodźmy. Zabiorę cię do Stevena.
Byłam oszołomiona, ale zdołał zaciągnąć mnie do samochodu.
– Witam, oficerze Landon – przywitał się






