Zion w końcu wyszedł.
Znałam jego piętę achillesową dość dobrze – był bardzo wrażliwy i nie tak bezwstydny jak Eason.
W salonie zapadła cisza. Rachel unikała mojego wzroku, a ja siedziałam na krześle i cicho jej się przyglądałam.
Obie siedziałyśmy w niezręcznej ciszy przez bardzo długi czas.
Z powodu narastającego niepokoju, Rachel w końcu przerwała milczenie: – Stephie...
– Nie masz mi nic do wyj






