Siódmego dnia pobytu Harrisona w szpitalu, drzwi do jego sali cicho się uchyliły.
W drzwiach stanęło dwóch młodych mężczyzn w nieskazitelnie białych koszulach, obaj trzymali kosze z owocami i bukiety kwiatów, a na ich twarzach malowała się wyraźna troska.
"Panie Lambert, przyszliśmy pana odwiedzić" - powiedział łagodnie mężczyzna stojący z przodu. To był Roman, główny asystent Harrisona, którego t






