– Daj spokój! – błagała Loren. – To jej pierwszy dzień na kampusie. Naprawdę myślisz, że pójdzie dziś na imprezę?
Przeciągnęłam dłonią po twarzy. Przerabiałyśmy to przez ostatnie pół godziny. Loren zaczynała mnie męczyć.
– Nie chodzi o Amarę – powiedziałałam po raz setny. – Chodzi o powrót do tego głupiego domu z tymi głupimi ludźmi.
– Ale teraz będzie inaczej – próbowała Loren. Ponownie. – Bierze






