– Masz być bezpieczna, a nie tylko ostrożna – powiedział Benjamin cierpkim tonem.
Arissa uśmiechnęła się. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego Benjamin tak się o to wściekał.
Gdy patrzył, jak pociera nos, jego surowy wyraz twarzy złagodniał.
Delikatnie odsunął jej dłoń i obejrzał lekko zaczerwieniony nos.
Marszcząc brwi, nie puścił jej dłoni i poprowadził ją do salonu.
– Edwin! Przynieś tu apteczkę!






