Perspektywa Bailey
Sobotnie poranki były zazwyczaj moją ulubioną częścią tygodnia.
Były łagodne, niespieszne i spokojne, zupełnie tak, jakby świat wreszcie pozwalał mi złapać oddech. Ten poranek niczym się od nich nie różnił – albo przynajmniej tak się rozpoczął.
Obudziłam się chwilę po ósmej i powoli przeciągnęłam się w łóżku, odgarniając z oczu opadające pasma włosów; przez ułamek sekundy czułam






