Punkt widzenia Kaleba
Czekałem na Davida, stukając stopą o podłogę.
Wciąż stał przed lustrem, po raz trzeci zmieniając koszulę.
– Stary, przecież idziesz się spotkać z rodzicami – powiedziałem zirytowany.
– Dlaczego zachowujesz się, jakbyś miał spotkać się z prezydentem?
David pociągnął za kołnierzyk i zmarszczył brwi. – Nie rozumiesz, Kaleb. Na co dzień noszę kitel. To moja szansa, żeby się ubrać






