**Jaxson**
Wyszedłem z aneksu kuchennego z filiżanką herbaty – bo oczywiście musiałem być aż tak stereotypowy – spokojny, mający pełną kontrolę nad sytuacją, odkładając już ostatnie kilka minut w moim umysłowym skarbcu.
Luke wciąż tam siedział.
Wciąż zarumieniony. Wciąż twardy, byłem w stanie się założyć.
Uniosłem brew i wziąłem łyk.
– Wciąż tu jesteś?
Jego szczęka się zacisnęła. Sam ten zawstydzo






