**Luke**
Poruszaliśmy się po klubie jak aktorzy w sztuce, wymieniając uprzejme skinienia głowy i łagodne uśmiechy, jakby świat za szybą nie krył rzeczy, której bałem się najbardziej.
Dłoń Richarda spoczywała lekko, lecz zaborczo na dole moich pleców. Nogi miałem jak z papieru. Hałas sali jadalnej rzedniał, aż stał się jedynie odległym szumem.
Zanim dotarliśmy do bramek bezpieczeństwa, dwóch praco






