**Jaxson**
Wróciliśmy do domu grubo po północy, nocne powietrze wciąż gęsto oblepiało moją skórę, a adrenalina z występu pulsowała we mnie, nie dając o sobie zapomnieć. Hunter szedł dwa kroki za mną, teraz już cichy, bez śladu jasnej, scenicznej persony – tylko ta miękka, posłuszna obecność, którą kiedyś znałem lepiej niż ktokolwiek inny.
Nie wybiegałem myślami poza ten moment. Przyjechał tu sam w






