Słońce wzeszło już wyżej, rozlewając złoto na otwartym pokładzie. Jacht łagodnie kołysał się na spokojnej wodzie, a dźwięk fal ocierających się o jego burty był cichy i rytmiczny.
Ken już tam był – wychylał się przez barierkę, wskazując coś w oddali, podczas gdy Cross stał obok niego, na wpół słuchając, na wpół rozbawiony.
– Tam! – powiedział podekscytowany Ken. – Przysięgam, że znowu to widziałem






