Jacht przybił do portu, gdy niebo zaczęło topnieć w wieczór.
Miękki pomarańcz. Blaknące złoto.
– Jesteś pewien? – wyszeptał Zeno, opierając podbródek na ramieniu Sebastiana, przytulając go od tyłu.
Sebastian westchnął cicho, wpatrując się w resztę chłopaków, którzy rozmawiali między sobą.
– Jestem pewien. To właściwe rozwiązanie – mruknął, splatając swoje palce z palcami Zeno na swoim brzuchu.
Zen






