Pewnego ranka idę przez świetlicę, kiedy Zavros chwyta mnie za ramię i zmusza do usadzenia się na kanapie. Czuję się jak na jakiejś interwencji, z moim siedzeniem i czterema braćmi krążącymi nade mną, wpatrującymi się we mnie z góry.
Kavros trzyma Lyrę. Kiedy na mnie patrzy, klaszcze w dłonie, więc przynajmniej ktoś się cieszy na mój widok.
– O co w tym wszystkim chodzi? – pytam.
Zavros marszczy b






