Julian zaniósł Louisę na piętro, chwytając po drodze torbę z apteki.
Z obawy przed upadkiem, Louisa oplotła ramionami jego szyję, a nogami otoczyła jego talię.
Z zaczerwienioną twarzą wtuliła się w jego ramię, bawiąc się palcami guzikami na jego piersi, rozpinając je jeden po drugim i lekko podgryzając jego obojczyk.
W końcu nigdy nie dotarli do sypialni.
W korytarzu Julian przyparł ją do szklanej






