Tłum napierał na nas, a ich głosy stanowiły dziwną mieszankę analizy technicznej i romantycznych spekulacji. Połowa dyskutowała o subtelnościach obalania większego przeciwnika, podczas gdy druga połowa rozpływała się nad Królem i jego nową przeznaczoną — czyli, o dziwo, nade mną. Stałam tam, wciąż łapiąc oddech, z dłonią zaciśniętą w o wiele większej dłoni Theo, zastanawiając się, jak to się stało






