Moje palce zamarzły na chłodnym marmurze łazienkowej umywalki, ale w mojej piersi płonął ból tak zaciekły, że ledwie mogłem oddychać. Złowiłem swoje odbicie w lustrze – oczy dzikie ze strachu, szczęka zaciśnięta tak mocno, że aż trzeszczały zęby. Gdzieś tam Emma zniknęła, została porwana, a więź, która dopiero co zaczęła rozkwitać między nami, rozciągnęła się jak pajęcza nić gotowa pęknąć. Nie czu






