Perspektywa Valerie
Gdy szliśmy ścieżką do lochu, mój wzrok raz po raz przemykał po Zarku, który szedł swobodnie obok mnie z lekkim uśmiechem na twarzy. Jego kroki były tak ciche, że niemal niesłyszalne, a cała jego postawa emanowała spokojem, jakby ani trochę nie martwił się możliwością złapania przez strażników. Wręcz przeciwnie, wyglądał, jakby po prostu wybrał się na północny spacer.
Zarek zgł






