**Jaxson**
Poranne światło było okrutne.
Wlewało się przez żaluzje, przecinając prześcieradło zaplątane wokół naszych nóg i uderzając w fioletowe ślady siniaków na szyi Luke'a — te, które zostawiłem tam kilka godzin wcześniej. Jego oddech muskał moją klatkę piersiową, powolny i nierówny, a jego dłoń wciąż spoczywała tam, gdzie zdradzało mnie bicie serca.
Przez chwilę nie ruszałem się z miejsca. Po






