**Hunter**
Taaak, znowu ja. Wciąż nie jestem ulubionym bohaterem tej opowieści, ale po tym pieprzonym Richardzie Sinclairze – albo raczej No-Sinclairze, gra słów w pełni zamierzona – założę się, że zaczynam wypadać tutaj całkiem nieźle... prawda?
Zwłaszcza, że zamierzałem spróbować kolejnego momentu w stylu rycerza w lśniącej zbroi. Jezu Chryste. Ja. Dramatyzujący goblin tej całej książki.
Minął t






