**Jaxson**
Moje palce przesuwały się po jego włosach powoli, rytmicznie – jakbym mógł zakotwiczyć nas obu tym prostym ruchem.
Wciąż był u moich stóp, z zamkniętymi oczami, miarowym oddechem i głową opartą o moje uda, jakby to było jego miejsce. Jakby od zawsze do niego należał.
Boże pomóż… To wydawało się takie *właściwe*.
Zbyt właściwe.
Ta niebezpieczna, zaborcza część mnie się poruszyła – ta, kt






