**Jaxson**
Słońce w ten czerwcowy dzień było bezlitosne, prażyło tak, jakby lato spóźniło się, ale postanowiło uderzyć ze zdwojoną siłą. Stałem na szczycie trybun, a okulary przeciwsłoneczne osłaniały moje oczy, gdy obserwowałem, jak drużyna kończy swój trzeci sparing. Pot lał się strumieniami, rozlegały się krzyki, a korki uderzały o murawę jak grzmoty. A w samym środku tego wszystkiego — jak moż






