**Jaxson**
Luke spał w moich ramionach.
Jego oddech był cichy. Miarowy. Jego ciało przyciśnięte blisko, skóra wciąż ciepła, rzęsy drżały lekko, jakby wciąż śnił.
I Boże, wyglądał pięknie.
Objąłem go mocniej.
Było w tym coś świętego – mieć go takiego, rozebranego i ufnego, wtulonego we mnie, jakbym był jego schronieniem. Jakbym był *bezpieczny*.
Ale prawda była taka... nie zawsze byłem.
Gapiłem się






