**Luke**
Zanim nadszedł sobotni wieczór, byłem już trochę wrakiem. Pomijając tamtą rozmowę – którą wciąż byłem zdeterminowany unieważnić, udowadniając swoją wartość – piątkowy wieczór dał mi wiele z tego, czego potrzebowałem.
Chińszczyzna na wynos – tak, *chińszczyzna* – i uwaga… zjedliśmy to na kanapie. Jakbyśmy złamali każdą zasadę jednej nocy. Cóż, *on* złamał. Ja jadłem na kanapach przez całe






