– Tylko nie ty. – Próbuję go ominąć, ale Kavros jest większy i silniejszy, i odmawia ustąpienia miejsca, nieważne jak bardzo próbuję się przecisnąć.
Chwyta mnie za ramię, żeby mnie unieruchomić. Jego palce wbijały się w moje plecy.
– Słuchaj, to nie twoja sprawa – mówię.
– Gówno prawda, moja. – Głos Kavrosa jest warknięciem, jakby jego struny głosowe były już w połowie wilcze.
– Nie twoja – powtar






