***Hazel***
Nienawidziłam ciszy. Nie tej spokojnej, która zapada po śmiechu. Nie tej, która otula dwoje ludzi rozumiejących się bez słów. Ta cisza była ostra jak brzytwa i ciężka. Była tak dusząca, że dosłownie napierała na moje żebra, dopóki samo oddychanie nie zaczęło przypominać umierania.
Nadeszła w chwili, gdy z moich ust padły słowa – słowa, za którymi nie byłam pewna, czy wystarczy mi sił,






