Rozdział 3: Nadchodzi wiadomość głosowa…
Następnego dnia…
Mama:
„Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć twojego narzeczonego, skarbie!!”
Ciocia Diane:
„O mój Boże!!! Piper mówiła, że jest ZNIEWALAJĄCY.”
Piper:
„Eeeee! Tak bardzo się z tobą cieszę, Haze!”
Przewróciłam oczami na dwie ostatnie wiadomości na czacie grupowym. To nie tak, że Piper wie, jak wygląda Victor — poza tym, że teraz aktywnie śledzi go w mediach społecznościowych.
Zupełnie jak jej przyszły mąż.
Biurową przestrzeń wypełniał stukot klawiatur. Telefony dzwoniły na lewo i prawo. W powietrzu unosił się gęsty zapach kofeiny i papieru.
Siedziałam przy biurku, próbując wyglądać na zajętą, podczas gdy mój telefon nie przestawał wibrować. Jeśli to będzie trwać dłużej, jestem pewna, że mój szef, Thatcher Belmont, nie zawahałby się przed wręczeniem mi wypowiedzenia.
Pojawiła się kolejna wiadomość, a moi współpracownicy posłali mi mordercze spojrzenia, gdy w końcu zdecydowałam się go wyłączyć.
Valcrest płonęło. Wieści rozeszły się jak pyłki wiosną…
„Hazel Thorne wraca z mężczyzną. Po raz drugi w swoim życiu”.
Tym razem z narzeczonym. Z Victorem Sterlingiem.
Mój były się żenił, a ja w panice wplątałam się w kłamstwo stulecia. I teraz nie było już odwrotu.
Rozległo się pukanie w moje biurko.
Zamrugałam, podnosząc wzrok.
Stażysta stał nade mną z eleganckim czarnym pudełkiem, które wyglądało na ciężkie. Z takim rodzajem pudełka, które szeptało: w środku kryje się bogactwo.
Ale po bliższym przyjrzeniu się, bomby zazwyczaj też są tak pakowane.
– Przesyłka dla ciebie.
Wpatrywałam się w nią. – Tyka?
Stażysta wzruszył ramionami. – Jeśli tak, to tyka kursywą.
Przyjrzałam się pudełku podejrzliwie. – Jest napisane, od kogo to?
Stażysta wzruszył ramionami. Znowu.
Moi współpracownicy zaczęli szeptać i wyciągać szyje, by lepiej się przyjrzeć.
– Świetnie. Dziękuję.
Pudełko nie było tak ciężkie, jak się spodziewałam, gdy szukałam pustego boksu, żeby się w nim zamknąć.
Postawiłam pudełko w pustej kabinie i rozpakowałam przesyłkę, na której nie było żadnej karteczki.
To była jedwabna sukienka. Tego rodzaju, który przylegał do skóry jak dobry zapach.
To nie była byle jaka sukienka. To była TA sukienka.
Oszałamiająca, szmaragdowozielona, z głębokim dekoltem i odkrytymi plecami, zjawiskowa kreacja z przyzwoitym rozcięciem na udzie, która ogłaszała przybycie noszącej ją osoby bez wypowiadania ani jednego słowa.
Wow.
Pod sukienką leżał liścik, którego szukałam wcześniej, napisany gładkimi, wyraźnymi pociągnięciami atramentu, który pachniał luksusem.
„Pomyślałem, że jeśli mamy to dobrze sprzedać, musisz wyglądać jak złamane serce na obcasach. Nie musisz sprzedawać swojego samochodu…
– V.”
Moje ręce drżały, gdy czytałam liścik trzy razy. Potem do niego zadzwoniłam…
Odebrał po drugim sygnale. – Masz to?
Mój głos się załamał. – Victor… Ta sukienka wygląda, jakby należała na czerwony dywan. A nie do Valcrest.
– Dokładnie.
– Nawet nie myślałam, że słuchałeś mnie wczoraj w nocy.
– Zawsze cię słucham.
Przełknęłam ślinę. – Ile to kosztowało?
– Wystarczająco, by zepsuć dzień twojej siostrze.
Zamilkłam, a potem śmiech wyrwał mi się z ust.
– Jesteś szalony – szepnęłam.
– Nie ma za co – odpowiedział gładko. – Nie wejdziesz na to wesele wyglądając jak przestroga. Wejdziesz tam jak cholerne wydarzenie.
Moje serce zabiło mocniej. – Mogłabym cię pocałować.
– Pocałujesz – powiedział Victor, spokojnym, opanowanym tonem. – Na oczach całej twojej rodziny. Wielokrotnie.
– O Boże… sprawiasz, że brzmi to gorzej, kiedy mówisz to w ten sposób. – Jęknęłam.
– I twojego byłego też – dodał Victor.
– Na to akurat czekam z niecierpliwością. – Zaśmialiśmy się. – Wciąż do ciebie pisze?
– O dziwo, tak. Mam wrażenie, że podejrzewa nas o kłamstwo albo uważa, że jedno z nas wykorzystuje drugie.
– Słucham?
– Facet jednak cię zna… na znacznie głębszym poziomie. – Skrzywił się.
– Co masz na myśli?
– Twierdzi, że cieszy się naszym szczęściem, ale zaraz potem daje mi do zrozumienia, że mówiłaś mu kiedyś, że nigdy nie spotykałabyś się z facetem takim jak ja. O co z tym chodzi?
Moje dłonie zrobiły się spocone. – I co mu odpowiedziałeś?
– Ja? Po prostu powiedziałem mu, jak świetnie musi się bawić na terapii.
Wybuchnęłam śmiechem w samym środku kabiny toaletowej. – Mogę sobie wyobrazić jego twarz.
– Wiesz, mogłaś wybrać Bryce'a z Northpeak Nexus? Albo Dereka z kadr… – zasugerował Victor. – Im bardziej tajemniczy, tym lepiej.
– Obaj to moi byli. Wszyscy na tym cholernym czacie grupowym wiedzą, kiedy zerwałam z obydwoma. Poza tym Derek przetrwał tylko na tyle długo, by spełnić jeden cel.
– Obrzydliwe… nie przypominaj mi.
Mogłam sobie wyobrazić, jak Victor marszczy twarz z obrzydzeniem.
– Gdzie w ogóle jesteś? Nie w swoim biurze, co?
– Nie. Biorąc pod uwagę, że mój urlop został zdeptany dwie godziny po tym, jak się zaczął, delektuję się tym, czym mogę, zanim zostanę wrzucona w dramat rodziny Thorne'ów.
Skrzywiłam się. – Przepraszam.
Zbył to żartobliwie. – Każda zabawa jest dobra, kochanie. Spróbuję cieszyć się Valcrest.
– Wątpię w to.
– Mała – powiedział Victor, a jego głos był ciepły i niski. – Będę najprawdziwszym fałszywym facetem, jakiego kiedykolwiek miałaś.
– Nie mogę się doczekać.
– Dobra, muszę lecieć, jakaś gorąca blondynka właśnie puszcza do mnie oczko. Zaraz mi się poszczęści… Napiszę do ciebie później, kochanie! – powiedział pośpiesznie, po czym się rozłączył.
Typowy Victor.
Przyłożyłam sukienkę do ciała przed biurowym lustrem i zrobiłam selfie, wpisując wiadomość do dołączenia, po czym wysłałam ją do panny młodej z koszmarów.
„Hej, Pipes, tylko sprawdzam – to dokładnie ten odcień zieleni, o który ci chodziło, prawda? Wiem, jak bardzo potrafisz być wybredna jeśli chodzi o kolory.”
Wcisnęłam „wyślij” i odetchnęłam, widząc tańczące na ekranie trzy kropki.
Nagle… zniknęły.
Na ich miejscu pojawiła się ikona mikrofonu…
Nadchodzi wiadomość głosowa…
Wahałam się przez całą pieprzoną godzinę, po czym wcisnęłam odtwarzanie.
Nigdy nie wyniknie nic dobrego z tego, kiedy Piper wysyła wiadomości głosowe.
„Haze, myślę, że ta sukienka ma trochę zbyt głęboki dekolt. Wygląda, jakbyś… szukała atencji?
Będziesz wyglądać, jakbyś próbowała mnie przyćmić, Hazel. Nie żeby to było w ogóle możliwe, ale… musiałam być szczera.
Ten kolor jest zbyt… dramatyczny. Nie wiedziałam, że będzie aż tak rzucać się w oczy, kiedy sobie to wyobrażałam. Ale biorę to na siebie.
I szczerze mówiąc, siostrzyczko, ta sukienka wygląda dla ciebie za dobrze. I o co chodzi z tym rozcięciem? Czy twoja duma przetrwałaby, gdyby te twoje zawroty głowy trochę tobą rzuciły? Cóż, z ciebie jest twarda sztuka, Haze.”
Pauza.
„Jak w ogóle było cię na nią stać? Nieważne. Nie chcę znać makabrycznych szczegółów. Muszę uciekać! Kocham cię, siostrzyczko!”
Moje ręce drżały. Mój oddech stał się nierówny.
Jak śmiała, ta mała wiedźma.
Oh, Piper, to już nie jest wesele, to jest wojna.
I niech wygra najlepszy pan młody.






