Rozdział 2: Zrujnujmy wesele.
Nie zapukałam do drzwi, ja w nie załomotałam.
Drzwi Victora otworzyły się kilka sekund później, ukazując go jedynie w oślepiająco białych bokserkach od Calvina Kleina i ze zwichrzonymi od snu włosami.
Nie zrobiło to na mnie wrażenia. Victor zazwyczaj sypiał nago.
– Fajne bokserki. Biją od ciebie bardzo... wibracje uduchowionego mnicha – powiedziałam, wchodząc pewnym krokiem do środka.
Victor potarł oczy. – Jest pierwsza w nocy. Znowu coś podpaliłaś?
Zatrzasnęłam za sobą drzwi kopnięciem, a mój obcas w końcu się poddał i ułamał u samej nasady. – Tylko moje życie.
Victor westchnął i uklęknął, bez słowa pomagając mi zdjąć buty, jak miał w zwyczaju.
– Victor, zrobiłam coś okropnego.
Twarz Victora przybrała całkowicie poważny wyraz. Energicznym krokiem podszedł do okien, rozejrzał się na obie strony, po czym zatrzasnął je z trzaskiem, a następnie zrobił to samo z pozostałymi.
– Jak bardzo jest źle? Muszę ukryć ciało czy wpłacić za ciebie kaucję? Bądź szczera – powiedział.
– Moja siostra wychodzi za mąż – wykrztusiłam bez tchu.
– Nie nadążam.
– Za Caleba Mercera.
Victor zmarszczył brwi. – Czekaj, tego Caleba Mercera?
Kiwam głową.
Zrobił pauzę. – Cholera. Wolno jej tak? Czy nie ma jakiegoś kodeksu, który tego zabrania?
– Powiedziała mi to tak, jakby ogłaszała, że została wspólniczką w Vogue'u. Ubrana, kurde, w pastele.
Victor przyciągnął mnie do siebie i przytulił. – Bardzo mi przykro, słońce. Zrobię popcorn i przyniosę lody. Obejrzymy „Krzyk”, a ty jutro weźmiesz w biurze urlop na żądanie – zasugerował.
Obróciłam się dramatycznie, przyprawiając samą siebie o zawrót głowy. Victor instynktownie wyciągnął rękę, by mnie podtrzymać, kładąc dłoń na mojej talii.
– Hazel – ostrożnie. Zawroty głowy?
Padłam na kolana na środku jego kuchni, składając dłonie, jakbym błagała o cud.
– Proszę, nie zabijaj mnie. Skłamałam. Zrobiłam coś bardzo, bardzo złego.
Victor zmrużył oczy. – Co zrobiłaś?
– Najpierw powiedz, że mi wybaczasz.
– Hazel.
– Powiedz to, Victor. Bo inaczej nigdy nie wstanę.
Jęknął. – Dobra. Wybaczam ci. A teraz wstawaj, zanim będę musiał cię podnieść.
Wstałam, otrzepałam się i wyrzuciłam z siebie: – Powiedziałam Piper, że jesteśmy zaręczeni.
Victor zamrugał. – Że co?
– Była taka zadowolona z siebie i błyszcząca, i machała tym swoim zaproszeniem jak kulą dyskotekową, a ja spanikowałam. Powiedziałam jej, że przez cały ten czas byliśmy w sobie potajemnie zakochani.
Przejechał dłonią po twarzy, wypuścił powietrze i powiedział: – Zjawiłaś się tutaj o północy, żeby poprosić mnie o bycie twoim udawanym narzeczonym, ponieważ okłamałaś całą rodzinę, byle tylko dopiec własnej siostrze?
– Tak.
Oparł się o blat. – W przyszłym tygodniu miałem być w Toskanii. Są tam gorące modelki. Kluby. Imprezy. Koktajle. Masaże nad basenem. Wspaniałe miseczki D... Wiesz, co się dzieje w Toskanii.
Zamrugałam rzęsami. – Nadal mógłbyś mieć modelki. Po prostu... dorzuć mnie do tego zestawu.
Spojrzał na mnie wymownie. – Hazel.
– Victor.
– Nie mogłaś powiedzieć... no nie wiem, że to Toby z księgowości?
– Jesteś jedynym, którego znają.
– Słusznie.
– Im więcej o tym myślę, tym bardziej absurdalnie to brzmi – powiedział, ruszając wreszcie do kuchni. – Wkręciłaś całej swojej rodzinie, że jesteśmy zaręczeni, żeby przyćmić siostrę, która wychodzi za twojego byłego, i teraz jedziemy do Valcrest, żeby zrealizować to epickie kłamstwo?
Pokiwałam głową.
– Okej, okej, kontroferta – oddam ci moją następną wypłatę. Tylko tę jedną. I może moją duszę.
Victor parsknął. – Słońce, twoja wypłata nie starczyłaby nawet na moje sznurówki. W zeszłe święta kupiłem ci zimowy płaszcz, który kosztował sześciokrotność twojego czynszu.
– I uwielbiam ten płaszcz – powiedziała słodko. – Widzisz? Jestem wdzięczna. Proszę, Victor... Nie przetrwam tygodnia w Valcrest bez ciebie u mego boku. Potrzebuję, żebyś pomógł mi walczyć z moją złą siostrą.
Obserwował mnie, a jego spojrzenie złagodniało. – Masz szczęście, że jesteś moją najlepszą przyjaciółką.
– Kocham cię! – pisnęłam.
Victor westchnął. – Kiedy wyjeżdżamy do Valcrest?
– Za dwa tygodnie.
Przeczesał dłonią swoje potargane włosy. – Świetnie. Zrujnujmy wesele.
Dosłownie rzuciłam mu się w ramiona, owijając wokół niego ręce i nogi niczym koala.
– Dziękuję! Wiedziałam, że się zgodzisz!
– Taa, tylko nie ekscytuj się za bardzo.
Odetchnęłam i w końcu pozwoliłam sobie usiąść na jego kanapie.
Victor zerknął na mnie, po czym ruszył do kuchni.
– Wciąż robię popcorn.
– Hę?
– I lody też. Potrzebujesz i jednego, i drugiego. Najlepiej w tej samej misce.
Uśmiechnęłam się, a serce urosło mi w piersi. – Jesteś najlepszym udawanym narzeczonym, o jakiego dziewczyna mogłaby prosić.
Wrócił po kilku minutach z ogromną miską maślanego popcornu i drugą z waniliowymi lodami polanymi sosem czekoladowym i posypanymi pokruszonymi ciasteczkami Oreo.
Wręczył mi łyżkę i opadł na kanapę obok mnie.
– Chodź tu – powiedział, obejmując mnie ramieniem. – Nie zmusisz mnie, żebym przytulał się sam.
Zmarszczyłam nos. – Jesteś w bieliźnie.
– A mimo to wciąż jestem tym bardziej ubranym w naszej przyjaźni.
Wtuliłam się w jego bok, wzdychając. – Naprawdę to dla mnie zrobisz?
Victor pocałował mnie w czubek głowy. – Robię dla ciebie różne rzeczy od dnia, w którym się poznaliśmy. Ta po prostu wiąże się z lepszymi przekąskami.
– Pod warunkiem, że zignorujesz Piper.
– Będziemy musieli się całować? – zapytał Victor.
Ta myśl uderzyła we mnie jak piorun, sprawiając, że w ułamku sekundy podskoczyłam jak oparzona.
– O jasna cholera!
Victor uśmiechnął się złośliwie. – Naprawdę pomyślałaś o wszystkim, z wyjątkiem tego?
– Jak mogłam o tym zapomnieć?
– Wybacz... Myślałaś, że narzeczeni na proszonych kolacjach strzelają do siebie z palców i przybijają żółwiki? – zażartował.
– Cóż, nie sądziłam, że będziemy potrzebować pełnej strategii całowania! Ale teraz wyobrażam sobie nas stojących niezręcznie obok tortu jak współpracownicy, którzy przypadkiem potwierdzili obecność na tym samym weselu. – Skrzywiłam się na tę myśl. – Proponuję, żebyśmy poćwiczyli, Victor.
Przysunął się bliżej, powoli, jak lew krążący wokół antylopy.
– Poćwiczyli?
– Tak! To jest kryzys wymagający użycia języka.
Victor się roześmiał.
– Jeden próbny pocałunek – upierałam się. – Symulacja. Dla dobra nauki.
– Chcesz mnie pocałować... dla dobra nauki?
– Nie rób z tego czegoś dziwnego.
Victor zatrzymał się tuż przede mną.
Dzielił nas teraz ledwie cal i nagle powietrze stało się inne – gęstsze, cieplejsze, niebezpieczne.
Jego wzrok powędrował na moje usta.
– W porządku, Thorne... Poćwiczmy. – Uśmiechnął się szeroko. – Muszę cię jednak ostrzec, jestem w tym swego rodzaju profesjonalistą.
Wstrzymałam oddech, przechylając się w jego stronę.
Bliżej.
Moje oczy utonęły w jego spojrzeniu. Wargi Victora delikatnie się rozchyliły...
A wtedy gwałtownie ścisnęłam nos palcem wskazującym i kciukiem, jakbym poczuła straszny smród.
Victor zamrugał. Jego twarz była mieszanką konsternacji i szoku.
– ...Wszystko w porządku?
Wzięłam dramatyczny wdech, wciąż trzymając się za nos.
– Moja woda kolońska jest za mocna?
– Twoje ego. Dusi mnie. Musiałam upewnić się, że dam radę oddychać, zanim umrę w połowie pocałunku. – Zarechotałam.
Victor tylko się na mnie gapił.
Puściłam nos z dumną miną.
– Naprawdę uznałaś, że to idealna okazja na żart? – zapytał Victor.
– Mam prawny obowiązek utemperować cię raz w tygodniu. Uznaj to za swoją dawkę.
Przeciągnął dłonią po twarzy. – Jesteś najbardziej chaotyczną udawaną narzeczoną na tej planecie.
– Nie ma za co.
Byliśmy w połowie filmu, kiedy Victor sięgnął po telefon i zaczął go machinalnie przewijać.
Byłam akurat w połowie narzekania, że będę musiała sprzedać nerkę i samochód, żeby wyglądać odpowiednio do motywu przewodniego, sądząc po tym, jak Piper do przesady kładła nacisk na kolory i tkaniny na wesele, kiedy Victor nagle zamilkł.
Aż nazbyt cicho.
– Co jest? – zapytałam, zerkając na niego.
Wyraz jego twarzy był nieodgadniony. Po chwili odwrócił ekran w moją stronę.
To był Instagram... A dokładnie prośba o przyjęcie wiadomości.
– Haze, dlaczego twój były chłopak, a zarazem szwagier, wysyła mi prośbę o kontakt?






