Hazel
Wycieraczki skrzypiały na przedniej szybie w równym rytmie, ale nawet to nie potrafiło zagłuszyć łomotania w mojej głowie. Miasto wyglądało inaczej w nocy — rozmyte neony, uśpione witryny sklepowe, znajome ulice, które zdawały się drwić z nas swoją ciszą.
– Caleb – powiedziałam po raz czwarty. – Jeździmy w kółko od godzin. Nie znasz nikogo, u kogo mogłaby się zatrzymać?
Mój głos łamał się ze






