**Jaxson**
Nigdy nie męczyło mnie patrzenie, jak śpi. Zaczynało to być bardzo przerażającym nawykiem i, stary, to mnie po prostu wykańczało. Tam, na zewnątrz, był ogniem – szarżował przez boisko, pyskował, sprawiał, że zagrywki wyglądały na dziecinnie proste. Nawet w naszym łóżku przez większość czasu był uosobieniem walki i głodu, zawsze goniąc za bólem i rozładowaniem jak za tlenem. Ale właśnie






