**Luke**
Wyszedłem z kompleksu sportowego z sercem walącym tak mocno, że czułem, jakby miało wyrwać mi się z klatki piersiowej. W głowie mi wirowało, byłem oszołomiony i na haju, ale też – Boże – żyłem. Byłem napompowany adrenaliną. To było to. To się naprawdę, kurwa, działo.
Okazało się, że wcale nie potrzebowałem Richarda i jego potężnych kontaktów. Właśnie uścisnąłem dłonie ze skautami, którzy






