**Luke**
Nie przeszedłem nawet połowy korytarza, gdy Richard Sinclair zablokował mi drogę, wsuwając się przede mnie z wyuczoną swobodą człowieka, który zawsze dostawał to, czego chciał.
– Luke – powiedział, emanując ciepłem i ogładą. – Świetny mecz dzisiejszego wieczoru. Nie chciałem cię zawstydzać przy innych, ale bądźmy szczerzy – byłeś tam gwiazdą.
Zmusiłem się do uśmiechu. – Dziękuję panu. To






