**Luke**
— Luke.
Tylko moje imię, wypowiedziane cicho i poważnie, wystarczyło, by zacisnęło mi się w piersi.
Spojrzałem w górę. Nawet nie próbował ukryć ciężaru w swoim spojrzeniu. Wyglądał na wyczerpanego. Zużytego. Ale nie w sensie fizycznym. Emocjonalnie. Mentalnie. Jakby przez zbyt długi czas dźwigał zbyt wiele.
— Przekroczyłem dziś własną granicę — powiedział. — Ukarałem cię w gniewie. To nie






