Kran kapał za nami w kuchni. Musiałam nie dokręcić go do końca. Ten dźwięk wypełniał ciszę jak metronom wymierzający czas dla tego wszystkiego, czego żadne z nas w tej chwili nie mówiło. Victor nie odezwał się już ani słowem, odkąd opowiedział mi o klątwie, a co dziwne, wcale nie chciałam, żeby to robił. Chciałam, żeby wziął sobie na to czas — tyle czasu, ile tylko potrzebował. Żadnego pośpiechu.






