Perspektywa Zory
Gdy ubieraliśmy się z powrotem, Kairos upchnął moje zniszczone majtki i stanik do swoich kieszeni. – Nie zamierzam zostawiać tu twojego zapachu.
– Trochę na to za późno – odparłam, wskazując gestem na bałagan, jakiego narobiliśmy w trawie i polnych kwiatach w miejscu, w którym nasza trójka kompletnie dała się ponieść.
Max pomógł mi wsunąć koszulkę, ale zmarszczył brwi, widząc, jak






