Valentin przez cały tydzień po moim wybuchu w jego biurze nie próbował się ze mną spotkać. Nie winiłam go za to, wcale nie pragnęłam jego pomocy. Kontynuowałam treningi sama, czasami z Loren, ale bez niego. Chciałam być silna, ale nie życzyłam sobie jego prób „pomagania”.
Ciągnęły mnie tylko w dół.
W poniedziałek po mojej kłótni z Valentinem i Victorią zajęcia wznowiono w normalnym trybie. Loren n






