Właśnie miałam opuścić salę, błogo obojętna i pogrążona w rozmowie z Loren, kiedy poczułam czyjąś dłoń na łokciu. Obróciłam się gwałtownie z szeroko otwartymi oczami i uniesionymi do walki rękami. Ze zdumieniem odkryłam, że za mną stoi Thorne z rękami podniesionymi w obronnym geście.
– Wielcy bogowie – syknął. Opuścił ręce. – Czy zawsze jesteś tak wyrywna, by atakować ludzi?
– Zważywszy, że w tej






