Gdy się obudziłam, na zewnątrz było już ciemno. Przeklęłam siebie za to, że z powodu napadu złości opuściłam cały dzień zajęć, i spróbowałam wstać. Nogi miałam jak z waty. Poszłam za światłami kampusu, by wydostać się z lasu, i wylądowałam przed moim akademikiem.
Skrzywiłam się, wchodząc po schodach, i niemal wpadłam do pokoju, padając ze zmęczenia. Z łoskotem wylądowałam na włochatym, różowym dyw






