**Jaxson**
Dłoń Vance'a zamknęła się na mojej – pewna, ciepła, przywracająca równowagę – i coś we mnie ustąpiło. Nie w dramatyczny sposób. Nie w stylu hollywoodzkiego załamania. Raczej jak lina, która w końcu pęka po zbyt długim i zbyt mocnym naciągnięciu.
Nigdzie mnie nie zaciągnął. Nie spieszył się.
Po prostu trzymał moją dłoń i powiedział cicho:
– Chodź ze mną.
Poszedłem za nim.
Ruszyliśmy kory






