**Luke**
Jechałem na oparach.
Ledwo już przypominałem człowieka – byłem po prostu kłębkiem nerwów, poczucia winy, strachu i tej ostatniej cieniutkiej nici adrenaliny, która trzymała mnie w pionie.
Obecność Richarda w niczym nie pomagała. W ogóle.
Siedział na krześle naprzeciwko łóżka szpitalnego Chloe z telefonem w ręku i wydawał polecenia trzem różnym osobom naraz. Jego głos był ostry, stanowczy






