***Victor***
— Więc, żebym dobrze zrozumiał — twoja przyjaciółka i prawniczka groziła ci przez telefon po tym, jak próbowała upokorzyć twoją narzeczoną? — zapytał Thatcher z niedowierzaniem wypisanym na twarzy.
— Dokładnie tak.
Stałem przy oknie, wpatrując się w miasto, choć wcale go nie widziałem. Zapadł już zmrok, a ja wciąż nie wróciłem do domu. Wciąż gotowałem się z wściekłości.
Zarys budynkó






