***Victor***
Logan siedział naprzeciwko mnie, jakby ten cholerny dom należał do niego. Miał niedbale założoną nogę na nogę, w ręku trzymał kanapkę – moją kanapkę – a na jego twarzy malował się ten sam chłopięcy uśmieszek. Ten uśmieszek zawsze doprowadzał mnie do szału. Nosił go przez cały czas, jakby nic na tym świecie nie mogło go dotknąć. Jakby nic nie było w stanie wyprowadzić go z równowagi.
„






