***Hazel***
Moja stopa nie przestawała uderzać o podłogę. Robiła tak przez ostatnie dwadzieścia minut, dotrzymując kroku deszczowi, który smagał szyby. Victor dzwonił wcześniej, jego głos był cichy i zmęczony, i powiedział, że się spóźni – jakieś niekończące się podpisywanie kontraktów, które nie mogło poczekać do jutra.
Nie było to niczym niezwykłym, ale dzisiejszego wieczoru moje serce łomotało






