***Hazel***
– Victorze, proszę, spójrz na mnie – szepnęłam przez łzy. Mój głos drżał, w klatce piersiowej czułam ścisk, a mój świat walił się w ciszę dzielącą nas – na moich oczach.
Nie spojrzał. Po prostu tam siedział – nieruchomy jak głaz, ze wzrokiem utkwionym gdzieś za mną – jakby w ogóle nie było mnie w pokoju. Jakby nie mógł znieść widoku mojej osoby. I Boże, to raniło głębiej niż cokolwiek,






