„Powinnaś była do mnie zadzwonić w sekundzie, w której to się stało”.
Głos Victora niósł ze sobą ten chłodny autorytet, który zdążyłam już nazbyt dobrze poznać. Nie głośny, nie zły… Po prostu zrównoważony. I to było gorsze od krzyku.
„Wiem” – mruknęłam, siedząc na skraju łóżka jak winna nastolatka. „I przepraszam”.
„Nie lubię, gdy mi się sprzeciwiasz, Hazel”.
Przełknęłam ślinę.
Nie spojrzał na mni






