Ostre stukanie moich obcasów o marmur mnie spowalniało, więc zrzuciłam je w biegu i kontynuowałam pościg za Victorem, który był już przy głównym wejściu do sali balowej. Jego kroki były stanowcze, szerokie, niemal wojskowe. Jego szerokie ramiona rozdzielały tłum, a mój puls szalał, gdy próbowałam za nim nadążyć.
– Victor, proszę. Zaczekaj! – Mój głos przebił się przez gwarną salę, rozbijając się o






