**Luke**
Światła stadionu były oślepiające – rozżarzone do białości, odbijały się od kasków i metalowych barierek, malując wszystko ostrymi, nierealnymi konturami. Aparaty błyskały co kilka sekund, a w moim polu widzenia wybuchały tysiące małych słońc. Nasza linia obrony właśnie zatrzymała ich ofensywę na linii czterdziestu jardów, a tłum zareagował, jakby ktoś podłożył pod nich dynamit. Hałas nie






